Ciasto śliwkowo-kakaowe z dżemem pomarańczowym

Ciasto śliwkowo-kakaowe z dżemem pomarańczowym

Jako że w ostatnim tygodniu jesień w powietrzu unosić zaczęła się dość wyraźnie, ja od razu poczułam apetyt na wypiek głęboki, ciemny – najlepiej czekoladowy – taki pocieszająco-otulający, w czasie, kiedy dni po godzinie 20:00 stają się szare, poranki mgliste i zdecydowanie chłodniejsze niż jeszcze na początku sierpnia. Zbieg okoliczności okazał się być przychylny mojej potrzebie, kiedy okazało się, że dzień wcześniej zaopatrzyłam się w smaczne, bo soczyste i słodkie, śliwki i przepyszny dżem pomarańczowy. Stwierdziłam, że piekę ciasto z funta, czyli wszystkich podstawowych składników ciasta (mąka, jaja, masło, cukier) wagowo używam tyle samo, i piekę ciasto śliwkowo-kakaowe z dżemem pomarańczowym.

W związku z tym, że po krainie wypieków zaczynam poruszać się coraz umiejętniej, wiem już, jak manewrować składnikami, by uzyskać wyobrażony w mojej głowie efekt. Czasem muszę jeszcze podjąć się kilku prób, częściej jednak już za pierwszym razem uzyskuję wypiek o jakim pierwotnie myślałam. Tak samo było w przypadku ciasta śliwkowo-kakaowego, w którym zasada z funta, czyli proporcja 1:1:1:1, nie miała w pełni zastosowania, a jedynie posłużyła mi za punkt wyjścia – to w ramach sprostowania, byście nie zwątpili w moje matematyczne umiejętności, kiedy zaczniecie przeglądać listę składników ;).

Moim małym marzeniem – skoro wiosna i lato nie mogą trwać wiecznie – jest niezmienianie czasu z letniego na zimowy. No nie znoszę krótkich i ciemnych dni. Owszem, uwielbiam swoje cztery ściany, przyjemnie jest wieczorem móc stworzyć miły klimat zapalając świece, owinąć się kocem, napić gorącej herbaty. Jednak wszystko to można byłoby zrobić również z godziną dnia dłużej. Zapowiedzi rezygnacji ze zmiany czasu kilka lat temu pobudziły moją nadzieję, jednak od 2017 r. nic w temacie nie uległo zmianie, temat przepadł, a może nawet umarł, a przynajmniej nie słychać, by komukolwiek ze sprawczych zależało, by pochylić się skutecznie nad tym tematem.

Skoro nie mam wpływu na zmianę czasu, to w jakiś przyjemny sposób muszę od końca września do końca stycznia przetrwać, w oczekiwaniu na wydłużający się dzień. Jednym z tych sposobów jest dbanie o rozkosz podniebienia. W tym chłodniejszym czasie, o krótkich dniach i ciemnych popołudniach, najczęściej piekę ciasta z czekoladą i orzechami, aromatyzowane cudowną, słoneczną i pełną życiowych kolorów skórką pomarańczy i otulającym, korzennym cynamonem. Nie inaczej było tym razem, choć w kalendarzu mamy dopiero pierwszy tydzień września. Ciasto śliwkowo-kakaowe z dżemem pomarańczowym, to nie taki maksymalny pocieszacz – nie zawiera bowiem mielonych, prażonych orzechów, ani także czekolady. To ciasto lżejsze, jeszcze owocowe, bo ze śliwkami, ale takie które śmiało można uznać za godne otwarcia sezonu na czekoladowe wypieki.

Ostatnio napisałam nawet, że za Słońcem (nie mylić z upałem) mogłabym udać się w pogoń – jesień i zima bez niego (w większej ilości), to jakaś astronomiczna przesada. Muszę tylko popracować nad kwestiami, które ograniczają mnie do stałego przebywania w jednym miejscu, a jak już ogarnę te kwestie, to hulaj dusza – Słonko, będę za Tobą podążać – nawet na koniec widnokręgu. Mam nadzieję, że zdążę przed starością i śmiercią ;).

Jeśli poszukujecie innych wypieków z udziałem czekolady, zapraszam tutaj.

Dobre rady

  • Zimne składniki
    • Składniki trzymane w lodówce należy ogrzać do temperatury pokojowej, dzięki czemu dokładniej się ze sobą połączą, szczególnie z płynną oliwą (lub innym płynnym tłuszczem), a ciasto po upieczeniu będzie miało znacznie bardziej jednorodną konsystencję.
  • Trzcinowy cukier można zastąpić białym. Ja natomiast uwielbiam zapach nierafinowanego trzcinowego cukru (melasy), który moim zdaniem, także wpływa na ostateczny smak i aromat ciasta.
  • Oliwa
    • Od niej zależy powodzenie wypieku. Łagodna i wysokiej jakości gwarancją cudownego, głębokiego smaku. Jak ocenić oliwę? Najpierw opakowanie: extra virgin, pierwsze tłoczenie. Później aromat, a na końcu smak. Oliwa po otwarciu powinna przyjemnie pachnieć – ostro-gorzki zapach jest niepożądany. Kosztowana z łyżeczki okaże się być zbyt cierpka, gorzka – darujcie sobie. Dobra oliwa ma przyjemny głęboki smak i aromat, może łagodnie zaszczypać w gardło, ale jest to przyjemne doświadczenie, choć do ciasta powinna zostać wykorzystana taka pozostawiająca po sobie łagodny ślad na gardle.
    • Dla mnie ciasto pieczone na oliwie to doświadczenie poza wszelką rutynową skalę. Oliwa wynosi ciasto ponad regularne doznania smakowe. Jej smak i aromat wzbogacają ciasto, ale trzeba takie doświadczenia lubić. Trzeb przepadać za różnorodnością smakowych doświadczeń. Ja lubię, kiedy smaki wzajemnie się uzupełniają, dlatego wyrazistość oliwy (lekka goryczka), połączona ze słodyczą ciasta i nieznaczną kwasowością owoców jest połączeniem idealnym.
    • Jeżeli obawiacie się, że to nie Wasze smaki, oliwę (w takiej samej ilości) możecie zastąpić olejem rzepakowym – najbardziej neutralny smakowo – lub słonecznikowym, który nada nieco orzechowego posmaku. 50 g rozpuszczonego i ostudzonego masła też zda egzamin.
  • Owoce
    • Każde sezonowe, byle niezbyt wodniste i przejrzałe – jabłka, gruszki, a nawet figi.
    • Śliwki przyprawiam, jak każde dodawane owoce do każdego ciasta. Łagodnie, bez przesady, ale w stopniu, który pozwoli wzbogacić smak i aromat pieczonego ciasta.
      • Cynamon – jego korzenny, słodki aromat doskonale komponuje się z jesiennymi owocami. Poza tym, cynamon to moja ulubiona przyprawa, więc nie mogło go zabraknąć i w tym cieście.
      • Karob – znany także pod nazwą szarańczyn strąkowy, drzewo karobowe czy drzewo chleba świętojańskiego; to zimozielona roślina, a dokładniej drzewo, należące do rodziny bobowatych. Drzewo to rośnie dziko, ale jest także uprawiane – najczęściej w regionie śródziemnomorskim – skąd ja przywiozłam swój proszek, czyli z Chorwacji. Cechą charakterystyczną karobu jest jego zbliżony do kakao smak. Najpopularniejsze w powszechnym wykorzystaniu są jego owoce – duże strąki w skórzastej okrywie – do 20 cm długości i 2 cm szerokości, o miąższu brązowym i dość miękkim. Owoce karobu zawierają do 50% cukrów, toteż przyprawa jest wyczuwalnie słodka w smaku nawet na surowo. Z owoców karobu wyciskany jest sok o nazwie kaftan, który używany jest jako syrop (także stosowany jako słodzik, zamiennik cukru) oraz jako dodatek do wyrobu napojów alkoholowych. Zmielone i wypalone nasiona stanowią zaś namiastkę bezkofeinowej kawy. Z nasion karobu pozyskuje się gumę karobową, znaną także jako mączka chleba świętojańskiego, która w przemyśle spożywczym wykorzystywana jest jako substancja zagęszczająca, oznaczana symbolem E410.
      • Jeśli chodzi o podobieństwo do kakao – przyznam, że nie odnajduję, ani smakowo ani aromatycznie. Dla mnie karob, poza przyjemną słodyczą, przepięknie pachnie rumem, a nawet przypomina mi zapach znanych w Polsce cukierków – Trufle Odrzańskie. Skoro więc trufle są cukierkami czekoladowymi, to pachnący rumem karob, w kakaowym cieście powinien odnaleźć się doskonale, i tak też się dzieje.
      • Dżem pomarańczowy – osładza dodatkowo śliwki i zastępuje otartą skórkę pomarańczy czy cytrynową. Ten z Rolnika jest przyjemnie gęsty i intensywnie aromatyczny. Przyznaję, że stał się moim ulubionym produktem w swojej kategorii – dżemy pomarańczowe z którymi miałam do czynienia dotychczas, często były rzadkie i galaretowate, ten produkt, to dżem pomarańczowy, o jakim długo marzyłam.
        • O tym, dlaczego warto zwracać uwagę na jakość i rodzaj cytrusów, pisałam w tym poście.

Dawniej uważano, że masa nasion karobu niewiele różni się między sobą – każde z nasion waży około 0,2 g – toteż z tego powodu na Bliskim Wschodzie służyły one jako wzorzec przy ważeniu kamieni szlachetnych, w jednostce znanej w jubilerstwie pod nazwą karat. Słowo karat wywodzi się od greckiego słowa kerátion (κεράτιον) – oznaczającego owoc karobu.

Składniki na formę o wymiarach 11×23 cm

  • Ciasto kakaowe
  • 200 g mąki pszennej typ 405, 450 lub 550

  • 40 g gorzkiego kakao

  • 200 g letniego mleka

  • 180 g cukru – ja używam cukru trzcinowego

  • 15 g proszku do pieczenia

  • 30 g dżemu pomarańczowego – ja używam produkty firmy Rolnik (patrz zdjęcia poniżej)
    lub skórka otarta z 1 bio pomarańczy

  • 3 jajka w temperaturze pokojowej

  • 40 g oliwy lub innego oleju roślinnego; opcjonalnie 50 g rozpuszczonego i ostudzonego masła

  • Owocowy wsad
  • 350 g śliwek z pestkami – około 300 g owoców po oczyszczeniu z pestek

  • 30 g dżemu pomarańczowego – ja używam produkty firmy Rolnik (patrz zdjęcia poniżej)

  • 5 g mielonego cynamonu

  • 5 g mielonego karobu

Przygotowanie

  • Owoce
  • Śliwki myję, osuszam, przekrawam na poł, pozbywam sie pestek i kroję w cienkie półksiężyce. Każdą z połówek udaje mi się pokroić na 4 mniejsze plasterki. Pokrojone, przekładam do miski, przyprawiam dżemem pomarańczowym, karobem i cynamonem – całość delikatnie mieszam, najlepiej czystą dłonią, by nie połamać delikatnego owocu – odstawiam na bok do czasu wykorzystania.
  • Ciasto kakaowe
  • Do osobnej miski przesiewam mąkę kakao i proszek do pieczenia, całość łączę ze sobą delikatnie używając ręcznej trzepaczki, tak by nie powstały grudki.
  • Formę o wymiarach 11×23 cm smaruję tłuszczem (ja, oliwą) i oprószam mąką.
  • Jajka wybijam do misy miksera, do którego mam zamontowane mieszadło – trzepaczkę. Dodaję cukier i całość ubijam na puszystą masę. Pod koniec ubijania, kiedy masa jest już puszysta, dodaję dżem pomarańczowy i całość łączę ze sobą.
  • Do ubitych jajek stopniowo dodaję mieszankę mąki, kakao i proszku do pieczenia, naprzemiennie z letnim mlekiem. Całość dokładnie mieszam – powstała masa powinna być jednorodna i błyszcząca. Pod koniec dodawania mąki i mleka, redukuję moc miksera i płynnym strumieniem wlewam oliwę. Całość mieszam jeszcze przez około 1 minutę, by tłuszcz dobrze wmieszał się do ciasta.
  • Do przygotowanej formy, wylewam połowę cista, przekładam połowę macerowanych śliwek, na które wylewam drugą połowę ciasta, a na jego wierzchu wykładam pozostałe śliwki i resztki maceraty.
  • Ciasto wstawiam do nagrzanego do 180°C piekarnika i piekę przez 50 minut. Po tym czasie, przy użyciu długiej wykałaczki, sprawdzam poziom wypieczenia ciasta – jeśli nadal jest mokre, wyraźnie okleja wykałaczkę, piekę je przez kolejne 10 minut lub do czasu aż wykałaczka przestanie być pokryta nadto mokrym ciastem.
    Po wypieczeniu ciasto studzę przez 10 minut przy uchylonych drzwiach piekarnika, a później przez około 1 h na kratce.
Ciasto śliwkowo-kakaowe z dżemem pomarańczowym.
Śliwki macerowane karobem, cynamonem i dżemem pomarańczowym.
Macerowane śliwki.
Macerowane śliwki.
Ciasto śliwkowo-kakaowe z dżemem pomarańczowym w przygotowaniu
Ciasto śliwkowo-kakaowe z dżemem pomarańczowym na chwilę po wyjęciu z piekarnika
Ciasto śliwkowo-kakaowe z dżemem pomarańczowym na chwilę przed spałaszowaniem
Ciasto śliwkowo-kakaowe z dżemem pomarańczowym